Pochodził z północno-zachodnich Włoch, urodził się w miasteczku Ovada koło Genui, w roku 1694. Był pierwszym dzieckiem sklepikarza Łukasza i Anny Marii z domu Massari. Interesy rodzinne nie układały się dobrze i Paweł od dzieciństwa musiał pomagać swemu ojcu. Okazało się zresztą, że miał talent do tego typu pracy. Chłopak był spokojny, samodzielny, pobożny. Rodzina mogła więc pokładać ufność w jego staraniach i talentach. Nikt w domu nie wyobrażał sobie życia bez Pawła. Jego jednak ciągnęło do rzeczy większych i donioślejszych. Najpierw, jako 19-letni młodzieniec, zaciągnął się do armii weneckiej, która miała bić się z Turkami zagrażającymi chrześcijańskiej Europie. Myślał, że jako krzyżowiec odda swe życie Bogu. Ale szybko odkrył, że nie była to jego droga. Postępowanie "chrześcijańskiej" armii miało niewiele wspólnego z obroną ideałów religijnych, o wiele zaś więcej ze zwykłą wojaczką. Uciekł z obozu szkoleniowego dla żołnierzy z nowego zaciągu. Prawdopodobnie nie mógł wrócić do domu, bo bał się, że szukają go jako dezertera. Istnieją przypuszczenia, że podróżował wtedy na Bliski Wschód jako marynarz. Po prawie dwóch latach wrócił jednak i dalej pracował z ojcem. Wuj, ksiądz kanonik Jan Krzysztof Danei, postanowił go ożenić. Zapisał mu prawie cały swój pokaźny majątek, ale pod warunkiem, że Paweł znajdzie sobie żonę. Niezwykłe pragnienia nie dawały mu mimo wszystko spokoju. Szukał sobie miejsca w stowarzyszeniach religijnych, w których mógł spełniać swą posługę jako świecki katolik i wzrastać duchowo. To jednak nie dawało mu możliwości oddania całego serca Bogu. Oficjalnie zrzekł się więc spadku po ks. Janie Krzysztofie, zachowując sobie z całego majątku tylko brewiarz. Za tym radykalnym wyborem poszedł następny.
Założyciel
Św. Paweł od Krzyża
Jest to postać mało dziś znana poza kręgiem znawców duchowości XVIII w. Wśród tej kategorii teologów zyskał sobie jednak sławę największego mistyka swojego stulecia. Współcześni znali go natomiast jako niezmordowanego misjonarza, człowieka czynu i troskliwego, mądrego kierownika duchowego.
Na nowej drodze.
W listopadzie 1720 r., mając prawie 26 lat, otrzymał od biskupa swej rodzinnej diecezji strój pokutny, podobny do zakonnego, i zaczął pisać regułę dla zakonu, który zamierzał założyć. Chciał, aby ten zakon był wspólnotą ludzi, którym przyświeca tylko jeden cel: oddać wszystko Bogu i żyć w całkowitym ubóstwie. Do zrealizowania tych marzeń było jeszcze daleko. Stolica Święta nie zaaprobowała jego reguły zakonnej. Paweł został potraktowany na Lateranie, w ówczesnej siedzibie papieży, jak pospolity włóczęga. Trudno się temu dziwić. Drogę z Castellazzo do Rzymu przebył boso i bez ciepłej odzieży. Pokrwawione nogi, zwichrzone włosy, ślady zmęczenia i nędzny, dziwaczny strój nie budziły zaufania papieskich kamerdynerów. Ponadto reguła napisana przez Pawła była bardzo surowa, nie zawierała natomiast pewnych elementów, które są konieczne w tego typu dokumentach prawniczych. Przy okazji zdarzyły się jednak dwie ważne rzeczy. Najpierw po drodze, której część Paweł odbył statkiem żeglugi przybrzeżnej, zobaczył miejsce, do którego miał wracać wiele razy: Monte Argentario. Ta lesista góra zdawała się wyrastać z morza. Spokój, samotność, jakie zdawały się na niej panować, obudziły tęsknotę Pawła do życia pustelniczego. Natomiast już po nieudanej wizycie w pałacu papieskim, Paweł złożył w bazylice Santa Maria Maggiore ślub, że do końca życia będzie starał się ożywiać w sercach i umysłach ludzi pamięć o Męce Jezusa Chrystusa. Powrócił więc do Castellazzo z jasno wytyczonym celem. Do jego pełnej realizacji droga wydawała się jednak ciągle daleka. Zaczęło się od wyjazdu z domu. Dnia 22 lutego 1722 r. Paweł i jego brat, Jan Chrzciciel, udali się w drogę na Monte Argentario. Ich entuzjazmu nie podzielała ani rodzina, ani biskup, który miał nadzieję, że dwaj bracia będą żyć i pracować na terenie jego diecezji. Dając im listy polecające na podróż, nie taił swego sceptycyzmu. Pobyt w pustelni nie trwał też zbyt długo. Jeśli bracia chcieli, aby dołączyli do nich inni, musieli iść między ludzi. Po roku wyjechali więc na południe Państwa Kościelnego, do diecezji Gaeta. Paweł wygłosił tam rekolekcje dla seminarzystów, choć nie był ani kapłanem, ani formalnie nie należał do żadnego zakonu. Bracia Danei powrócili więc na Monte Argentario i zastali tam małą grupkę pustelników. Paweł stał się jej przywódcą, a reguły przez niego napisane przyjęto jako zasadę życia. Nadzieja na założenie zgromadzenia wkrótce upadła z powodu niestałości powołań towarzyszy, a Paweł z bratem przemieszczali się po całym Półwyspie Apenińskim w poszukiwaniu nowej kolebki zakonu. Wreszcie wiosną 1725 r. bracia zawędrowali do Rzymu. Pobyt ten okazał się błogosławieństwem. Spotkali bowiem w Rzymie ludzi, którzy pomogli im udoskonalić regułę, co zbliżyło upragniony moment powstania zgromadzenia upamiętniającego Mękę Jezusa. Już 25 maja Paweł, w rozmowie z papieżem Benedyktem XIII, otrzymał zezwolenie na tworzenie wspólnoty. Przy okazji znaleźli możliwość zatrzymania się w Wiecznym Mieście na dłużej. Mieli tam pracować w nowo otwartym szpitalu San Gallicano na Zatybrzu. Praca ta była szczególnie trudna dla nich, kochających ciszę i modlitwę. Tu musieli przebywać ciągle w tłumie ludzi i większość dnia przeznaczać na posługę przy chorych. Poza tym mogli, korzystając z przerw w pracy, uzupełnić swoje wykształcenie i przygotować się do przyjęcia święceń kapłańskich. Święcenia kapłańskie przyjęli w bazylice św. Piotra na Watykanie 7 czerwca 1727 r. Na początku marca następnego roku bracia powrócili na ukochaną górę, do samotni. Od 1730 r. zaczęli głoszenie misji ludowych w okolicznych miejscowościach. Sprawiło to, że ich życie i postawa stały się nieco szerzej znane. Przybywali więc ludzie chcący podzielić ich charyzmat i stworzyć wspólnotę zakonną. Już w 1733 zaczęła się budowa klasztoru. Przerwała ją wojna (1733-1735). Paweł nawet w tym czasie wykonywał intensywnie swą misjonarską posługę. Nie pomijał też walczących wojsk. Miał dobre kontakty z obydwiema stronami konfliktu. Wykorzystał je między innymi, by nie dopuścić do działań, które mogły spowodować duże ofiary w ludziach i wielkie cierpienia okolicznej ludności. W dniu 14 września 1737 dokonano konsekracji kościoła przy klasztorze na Monte Argentario.
Apostoł
Rok później Paweł otrzymał uprawnienia identyczne jak kaznodzieje papiescy. Było to dla niego ogromne wyróżnienie i wyraz uznania jego wielkiej pracy misjonarskiej. Najważniejszym wydarzeniem było jednak zatwierdzenia reguły zakonnej i pierwsze śluby zakonne, które Paweł, Jan Chrzciciel i czterech innych towarzyszy ze wspólnoty na Monte Argentario, złożyli 11 czerwca 1741 r. Paweł przyjął przydomek "od Krzyża". W tym czasie niepewności i borykania się z piętrzącymi się trudnościami Paweł wiele wycierpiał. Nękało go poczucie, że to co robi, jest zupełnie bezużyteczne, że traci najlepsze lata swego życia na gonienie za wiatrem. Ale Paweł modlił się i szedł dalej za głosem, który słyszał w swoim sercu. Po uzyskaniu akceptacji papieża zazdrość innych o mało nie doprowadziła do upadku jego dzieła. To też kosztowało go wiele łez. Nie uciekał jednak przed cierpieniem, nie szukał łatwego sukcesu. Był świetnym mówcą poruszającym tłumy. Każdy zakon byłby dumny z takiego kaznodziei i misjonarza. Nie musiał przeżywać lęków, rozterek, jakie niosło ze sobą założenie nowego zakonu. Byłby może nawet bardziej znany dzisiaj jako święty rodziny franciszkańskiej, z którą sympatyzował, czy jako karmelita (bo u tych zakonników pobierał pierwsze nauki). Poszedł ciernistą drogą wyjątkowego powołania, którym Bóg go obdarzył. Na tej drodze dojrzał do zrozumienia, ze Męka Jezusa Chrystusa to największe i najbardziej zachwycające dzieło Bożej miłości. Zrozumiał też chyba, że cierpienie (czasem nawet bezowocne w doczesnej perspektywie) jest najważniejszą częścią naszego życia, bo to nim mierzymy wierność Bogu i własnemu sumieniu. Nie szukał sukcesu, nie patrzył na efekty, nie liczył, gdzie jego działanie przyniesie większy owoc. Interesowało go tylko, czy robi właśnie to, czego chce od niego Bóg.
Coraz bliżej Boga.
Głębokie życie w bliskości Boga i miłość, nakazująca przez całe życie pełnić Jego najświętszą wolę, uczyniły z Pawła od Krzyża wielkiego eksperta jeśli chodzi o problemy duchowe. Rady i umocnienia w wierze szukały u niego mniszki klauzurowe i ważne osobistości z życia politycznego ówczesnej Italii. Spowiadali się u niego biskupi i kardynałowie, ale miłosierne słowo znajdował też dla najprostszych mieszkańców małych miejscowości, wieśniaków, a nawet przestępców chcących porzucić złą drogę. Tę cichą misję Pawła od Krzyża możemy poznać dzięki wielkiej ilości zachowanych listów. Ich adresaci przechowywali je jak skarb, bowiem przez wiele lat były one głosem mądrego nauczyciela, pomagającym w trudnych sytuacjach. Swe oryginalne refleksje na temat życia zakonnego zapisał też w małej książeczce "Traktacik o śmierci mistycznej". Pracowite życie Pawła dobiegło końca 18 października 1775 r. Złożony chorobą, wyczerpany, mieszkał w Rzymie, na parterze klasztoru, który sąsiadował z bazyliką św.św. Jana i Pawła, męczenników. Paweł przeżywał przed śmiercią bardzo intensywne doświadczenia mistyczne. Jego pełne cierpień, także wewnętrznych, życie znalazło pogodny epilog. Zostawił po sobie testament, który stara się wypełnić jego duchowa Rodzina.

Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa zawsze w sercach naszych.