Bł. Eugeniusz Bosiłkow

Bł. Eugeniusz Bosiłkow (1900-1952)

Katolicyzm w Bułgarii to zjawisko bardzo szczególne. Pamiętać należy, że jest to obszar, na którym przez stulecia dominujący islam reprezentowany przez władzę turecką ścierał się z ludowym prawosławiem tego narodu ochrzczonego już w 866 r. Katolicy byli więc w Bułgarii elementem obcym, grupą mniejszościową. Przodkowie bułgarskich katolików pochodzili głównie z Saksonii i zamieszkali w miejscowościach o charakterze górniczym, co ilustruje dobrze charakter tego osadnictwa. Opiekujący się saksońskimi emigrantami franciszkanie z Bośni nawrócili paulicjan, sektę o pochodzeniu manichejskim. W ten sposób zaczęła się historia rdzennego bułgarskiego katolicyzmu. Kościół ten notorycznie cierpiał na brak duchownych. Dlatego opiekowała się nim (podobnie jak Kościołami misyjnymi) Kongragacja ds. Propagandy Wiary. W1781 wystąpiła ona do Zgromadzenia Pasjonistów z prośbą o personalne wsparcie "misji bułgarskiej". Prośba ta musiała być przyjęta, bowiem w swej regule Pasjoniści mieli zobowiązanie, by zawsze wspierać działania tej dykasterii rzymskiej. Pracowali tam zakonnicy z Włoch, Francji i Holandii. Trudno było jednak o powołania miejscowe. Wielką nadzieją pasjonistów był więc Eugeniusz Bosiłkow, ur. w 1900, w Belene nad Dunajem. Pochodził z rodziny katolickiej i nauka w szkole prowadzonej przez zakonników. Był to chłopak obiecujący, ponieważ cechowała go duża bystrość umysłu. Stwarzał pewne problemy wychowawcze, bo był uparty i czasem dawał się ponieść ambicji, ale traktowano go z cierpliwością i kształcono starannie (w Holandii, a potem w Rzymie). Wydawało się, ze znający języki, młody światowiec w zakonnym habicie zerwie kontakt ze środowiskiem, z którego wyszedł. Tak się jednak nie stało. Historyczne studia w Rzymie posłużyły mu do lepszego poznania dziejów swej ojczyzny. Jego życiową pasją stało się budowanie jedności bułgarskich chrześcijan. Po powrocie ze studiów pełnił funkcję sekretarza biskupa, proboszcza, a od 1947 biskupa Nikopoli. Objął kierowanie diecezją w chwili bardzo trudnej. Powojenne, komunistyczne władze prowadziły intensywną walkę z Kościołem Katolickim. Jednym z głównych argumentów strony rządowej była obcość tego wyznania w Bułgarii. Rodowity Bułgar na stolicy biskupiej był żywym zaprzeczeniem tej argumentacji. Trzeba go było usunąć. Gdy pętla wokół niego zaczynała zaciskać się coraz mocniej, niespodziewanie uzyskał zezwolenie władz na wyjazd zagranicę (lipiec 1948). Chodziło u urzędową wizytę ad limina w Rzymie. Wszyscy pewnie liczyli na to, że zachowa się jak każdy normalny człowiek na jego miejscu: wypuszczony z klatki, która nie jest bynajmniej bezpieczna, skorzysta, by pozostać na zachodzie. W notatce urzędowej z rozmowy z nim o. Malcolm della Valle C.P. zapisał wtedy: "Mons. Bosiłkow został ostrzeżony, by nie wracać do swego kraju, zważywszy na zagrożenie jego wolności, a nawet życia. Przemyślawszy to jednak głęboko, stwierdził, ze Duch wzywa go do jego obowiązków". Przyjął jako hasło swego biskupiego posługiwania słowa Iustitia et caritate (Sprawiedliwością i miłością). Trudno było takimi metodami wygrać śmiertelną, długo trwającą walkę z aparatem bezpieczeństwa. Jednak biskup Bosiłkow nie zdradził swych ideałów. Nawet wtedy, gdy postawiono go przed sądem w sfingowanym procesie, jako szpiega Watykanu, bronił się z godnością, ale nie atakował nikogo. Odmówiono mu wszelkich praw. Jego skazanie uznano po upadku komunizmu za mord sądowy. Czy obowiązkiem Bosiłkowa było umrzeć? Czy nie mógł oddać lepszej przysługi ojczyźnie i Kościołowi? Na szczęście nie stawiał sobie takich pytań. Trwał tam, gdzie postawiła go Opatrzność. I został do końca.



Mapa strony | Autor strony |C2005 Łukasz Andrzejewski